Najnowsze wpisy



O ile mnie pamięć nie myli to już od ponad 2 lat używam gumek Invisibobble. Co prawda kupiłam tylko jedno pudełeczko, ale 15 zł za 3 gumki to jednak był wtedy dla mnie spory wydatek. Cena była głównym powodem przez który - kiedy dwie z trzech gumek zgubiłam - nie ponowiłam zakupu.


Invisibobble używałam zazwyczaj do spinania włosów na noc w koczek - świetnie sprawdza się w tej roli, a w ciągu dnia, jeśli robiłam kucyk, to używałam zwykłych gumek. Teraz, kiedy podjęłam pracę, w której wygodniejszym rozwiązaniem jest związanie włosów (co też przekłada się na ich kondycję - po 9h w pracy z rozpuszczonymi włosami spędzałam trochę czasu na ich rozczesaniu i rozplątaniu kołtunów, co często kończyło się tragicznie dla końcówek), postanowiłam zaopatrzyć się w większą ilość popularnych sprężynek. Dlaczego odłożyłam na bok zwykłe gumki? Z prostego powodu jakim są odkształcenia, jakie pozostawiają na włosach po tak długim czasie. Obawiałam się również, że codzienne, ciasne związywanie włosów gumką w tym samym miejscu w końcu może je uszkodzić. Ponadto wszystkie wiemy, że częste, ciasne upinanie włosów nie wpływa dobrze na cebulki - u mnie po jakimś czasie pojawia się ból głowy, a raczej jej skóry.

Z własnego doświadczenia wiem, że Invisibobble nie odkształcają włosów i nie powodują bólu głowy, co jest dla mnie ważne przy całodziennym noszeniu kucyka/koczka - właśnie to wpłynęło na decyzję o ponownym zakupie.
Niestety, w angielskich drogeriach nie znalazłam oryginalnych sprężynek, a z podróbkami nie chcę ryzykować, dlatego postanowiłam zamówić je przez Internet. Podczas poszukiwań odkryłam, że producent gumek ma w swojej ofercie dwie inne propozycje:


Invisibobble Nano
Foto @ Invisibobble.com

Ten rodzaj gumek ma mniejszą średnicę niż oryginał, za czym idzie fakt rzadszych spirali. Te cechy sprawiają, że Invisibobble Nano jest świetnym akcesorium do zabezpieczenia warkoczy czy mniejszych sekcji włosów np. dwóch kucyków. Myślę, że może również zastąpić oryginał u posiadaczek bardzo cienkich włosów.


Invisibobble Power
Foto @ Invisibobble.com

Invisibobble Power mają zapewniać mocny uchwyt podczas uprawiania sportu, tym samym wysoko upięty kucyk nie powinien opadać. Gumka nie wchłania potu i może być bez problemu wyjęta z mokrych włosów. Moim zdaniem to dobre rozwiązanie dla tych z Was, dla których wersja oryginalna była zbyt słaba aby utrzymać kucyk na miejscu.

Na moje szczęście gumki te były dostępne na eBay. Invisibobble Nano nie są mi potrzebne, więc zdecydowałam się tylko na kilka oryginałów i jedną paczuszkę Power.
Dzisiaj mam dla Was porównanie obu wersji.


Co mówi producent?


Invisibobble Original

- nie pozostawiają śladów,
- nie powodują bólu głowy,
- nie powodują rozdwajania końcówek,
- mocno trzymają włosy,
- przeznaczone dla wszystkich rodzajów włosów.


Po lewej: Invisibobble Power. Po prawej: Invisibobble Original


Invisibobble Power

- ekstra mocny uchwyt,
- nie powodują bólu głowy,
- nie powodują rozdwajania końcówek,
- antyalergiczne,
- nie wchłaniają płynów,
- przeznaczone dla posiadaczek grubych włosów oraz dla osób aktywnych.


Moja ocena

Obecnie używam obu wersji, jednak nie mogę wskazać lepszej; każda ma swoje plusy i minusy.

Oryginalna sprężynka jest zdecydowanie mniejsza od swojej młodszej siostry i na pewno cieńsza. Już kiedy biorę obie gumki do ręki czuję różnicę, między innymi w wadze (Original jest lżejsza); mam też wrażenie, że Power jest zrobiona z innego materiału, trudniej ją rozciągnąć i szybciej niż podstawowa wersja wraca do naturalnego kształtu. Spirale w Power są ułożone ciaśniej - jest ich po prostu więcej i są grubsze, stąd mocniejszy uchwyt.




Invisibobble Original nie sprawdzi się przy grubszych i/lub cięższych włosach, najzwyczajniej w świecie nie potrafi utrzymać kucyka na miejscu, a jego ciągłe poprawianie jest dość uciążliwe. Jednak dla posiadaczek cieńszych i/lub lżejszych włosów będzie ona wystarczająco dobra. Jak pisałam na początku, Original spisuje się fantastycznie przy nocnych koczkach, które pozostają na miejscu przez całą noc. Tę wersję łatwo usunąć z włosów, jest ona bardzo sprężysta, łatwo ją rozciągnąć i zdjąć nie wyrywając i nie plącząc przy tym włosów.

Jeśli chodzi o Invisibobble Power to jest to dobra opcja dla posiadaczek grubych włosów, u których nie sprawdził się oryginał. Mocniejszy uchwyt dłużej utrzyma kucyk na miejscu, jednak przy intensywniejszych aktywnościach będzie wymagał on poprawki, a to z kolei nie będzie już tak łatwe jak przy użyciu Original. Ciaśniej ułożone spirale utrudniają ściągnięcie gumki z włosów, które łatwo w nią zaplątać. Nie testowałam jeszcze tej sprężynki na koczku, ale myślę, że jeśli poprzedniczka radzi sobie tak dobrze, to i ta wersja dałaby sobie świetnie radę - jednak po co uciskać włosy mocniej, skoro lżejszy uchwyt spełnia swoje zadanie w tej kwestii?



Przed wyborem gumki Invisibobble trzeba określić typ swoich włosów - jeśli są cienkie i/lub lekkie, zdecydowanie wystarczy Original, a może nawet Nano, te jednak nie sprawdzą się podczas uprawiania sportów. Z kolei jeśli mamy włosy grube i/lub ciężkie, na pewno lepszym wyborem będzie Power.


Znacie Invisibobble Power lub Nano?
Może używałyście ich już wcześniej i macie swoją faworytkę?



Pozdrawiam serdecznie
HM






Czekałam z tym wpisem do czasu, aż minie miesiąc od zabiegu - to właśnie dziś, dlatego czas na recenzję chińskich kosmetyków do samodzielnego keratynowego prostowania włosów PURC Pure Keratin.



Już od jakiegoś czasu chodził za mną zabieg keratynowego prostowania włosów - nie chodziło mi o efekt prostych włosów (bo takie, jak już wiecie, mam z natury), a o odżywienie i regenerację struktury włosa oraz pozbycie się na jakiś czas odkształceń na przednich partiach włosów.
Długo zwlekałam z realizacją tego pomysłu, ceny w salonach fryzjerskich nie zachęcały do skorzystania z oferty. W końcu w Internecie trafiłam na recenzje chińskich kosmetyków przeznaczonych do tego zabiegu. Początkowo nie byłam przekonana - jestem zrażona do azjatyckich produktów, a to przecież kosmetyk, który miałabym nakładać na włosy. Jednak po przeczytaniu pozytywnych opinii postanowiłam zaryzykować, zwłaszcza, że cena zachęcała do zakupu.


Gdzie kupić?

Swój zestaw zakupiłam na AliExpress, u TEGO sprzedawcy za £8,49, przesyłka była darmowa. Wiedziałam, że muszę uzbroić się w cierpliwość oczekując na paczkę, jednak po 3 tygodniach od zamówienia zostałam pozytywnie zaskoczona wizytą listonosza z przesyłką z Chin.


Skład zestawu

Zestaw zawiera dwie buteleczki kosmetyków, każda o pojemności 100 ml, oraz instrukcję.
Mój sprzedawca dodaje w gratisie malutki ręczniczek.


PURC Pure Keratin Pre-treatment Purifying Shampoo - głęboko oczyszczający szampon, który ma usunąć z włosów pozostałości kosmetyków i inne zanieczyszczenia, przygotowując je tym samym do przyjęcia keratyny.


Skład: Water, Ammonium Louryl Sulfate, Sodium Laureth, Human Hair Keratin Palm Krenelamide Dea, Tetrasodium EDTA, Comfrey Root Extract, Rosemery Extract,  Nettle Extract, Chamomile Extract, Sodium Thiosulfate, Parfum, Citric Acid, Methylparaben, Propylparaben, Grapeskin Extract


PURC Pure Hair Reconstructor Keratin Treatment - odżywka, to właśnie ona odpowiedzialna jest za efekty zabiegu, i to właśnie ona zawiera keratynę.


Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Hydrolyzed Keratin, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Sodium PCA, Parfum, Cycplopentasiloxane, Dimethicone, Dimethicone Crosspolymer, Cyclomethicone, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Methanal, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI16035, CI15985


UWAGA! Odżywka zawiera w swoim składzie 5% stężenie formaldehydu, który kryje się pod nazwą Methanal.
Formaldehyd jest silnie trującym gazem. To on odpowiedzialny jest za pieczenie, a nawet łzawienie oczu oraz podrażnienie dróg oddechowych podczas wykonywania zabiegu keratynowego prostowania. Jest to składnik dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu.


Czego potrzebujemy do przeprowadzenia zabiegu?

Przed rozpoczęciem keratynowego prostowania, oprócz kosmetyków będziemy potrzebować następujących rzeczy:

- suszarka,
- prostownica,
- grzebień,
- pędzelek do nakładania preparatu,
- rękawiczki ochronne,
- ręcznik lub koszulka spisana na straty. ;)

Ze względu na obecność formaldehydu, polecam zaopatrzyć się również w maskę i okulary ochronne.


Jak przebiega zabieg?

Przed nami 6 kroków, na każdy z nich musimy przeznaczyć trochę czasu.
Zabieg jest czasochłonny, trzeba wygospodarować sobie 2, a nawet 3.5h (jeśli ma się dwie lewe ręce jak ja).


KROK 1

Pierwszym krokiem jest umycie włosów szamponem PURC Pure Keratin Pre-treatment Purifying Shampoo.
Jeśli stosujemy środki chemiczne, takie jak farby czy rozjaśniacze, myjemy włosy 2 razy, jeśli nie - czynność powtarzamy 3 razy.

KROK 2

Suszymy włosy, aż będą w 100% suche.

KROK 3

Rozczesujemy włosy, dzielimy na pasma i każde z nich pokrywamy odżywką PURC Pure Hair Reconstructor Keratin Treatment, zachowując odpowiednią odległość od skóry głowy (2-3 cm).
Po nałożeniu preparatu na poszczególne pasma dobrze jest przeczesać je grzebieniem aby mieć pewność, że kosmetyk został równomiernie rozprowadzony.

KROK 4

Nakładamy na włosy foliowy czepek i czekamy 20-30 min.

KROK 5

Ponownie suszymy włosy, aż będą suche w stu procentach.

KROK 6

Ostatnią czynnością jest wyprostowanie włosów. W tym celu rozgrzewamy prostownicę do 200-230°C. Następnie dzielimy włosy na cienkie pasma i każde z nich traktujemy prostownicą 5-7 razy (jeśli włosy są bardzo kręcone - 7-10 razy).

Włosy nie powinny być ani myte, ani też zwilżane wodą przez 72 godziny. Jeśli przez przypadek zmoczymy włosy, należy je od razu wysuszyć i wyprostować.
Przez ten czas nie wolno ich również związywać ani w żaden sposób odkształcać, np. zakładając za ucho. Jeśli rano po przebudzeniu widzimy, że włosy się odkształcił,y powinnyśmy je wyprostować.


Moje wrażenia i efekty.

Po umyciu moje włosy były lekko napuszone, czego nie widać na poniższym zdjęciu, nie były jednak tak bardzo "tępe", jak to bywa po umyciu i nie nałożeniu odżywki/maski.

Włosy przed i po umyciu szamponem oczyszczającym PURC


Kolejne etapy po oczyszczeniu i wysuszeniu włosów były dla mnie największym problemem i gdybym musiała to w całości zrobić sama, to zapewne spędziłabym nad tym nie 3.5, a co najmniej 4.5 godziny! W tym miejscu następują ukłony w stronę mojego partnera, który (sic!) ma większe doświadczenie w prostowaniu włosów niż ja.
Początkowo to on nakładał kosmetyk na moje włosy, ale nie wytrzymał mojego ciągłego marudzenia w stylu "jeszcze tu, o i tutaj, a tu za mało" ;), dlatego zamieniliśmy się i z pokoju, gdzie siedziałam przy otwartym balkonie, musiałam przenieść się do łazienki bez okna.
O ile nakładanie produktu na włosy jakoś przeżyłam, o tyle suszenie i prostowanie były torturami dla moich oczu, gardła i nosa - na nic zdało się otwarte okno, maska i okulary. Oczy piekły i łzawiły, a kaszel i drapanie w nosie nie odpuszczały. To były najgorsze etapy tego zabiegu.
Włosy po nałożeniu keratyny i wysuszeniu były bardzo sztywne i łatwo było je splątać podczas suszenia, co zresztą widać na zdjęciu poniżej.


Po nałożeniu keratyny

Jak już pisałam, prostowania podjął się mój chłopak z racji tego, że ja prostownicę w rękach miałam kilka razy w życiu, a on często prostował włosy swojej siostry, stąd też jego większe doświadczenie w tym temacie. Sama nie dałabym rady dokładnie przeprowadzić prostowania.

Moje włosy (a może ja sama) nie lubią się z prostownicą, dlatego rozgrzałam ją do 170°C, a nie do zalecanych 200°C. Dodatkowym argumentem za tym krokiem jest to, że moje włosy nie są nawet odrobinę falowane.


Po wyprostowaniu widać jak nierówno były podcięte

Po prostowaniu włosy zostały podcięte maszynką; pozbyłam się w ten sposób ewentualnych zniszczeń na końcówkach spowodowanych prostowaniem (mam na tym punkcie bzika).


I tak nierówno :D

Włosy po zabiegu były proste, niesamowicie gładkie, nie zbijały się też w strąki, ale jednak miałam spore problemy przy ich rozczesywaniu po pracy (nawet kosmetyk zbierał się na TT). Były też niestety bardzo ciężkie, przyklapnięte i matowe.
Noszenie rozpuszczonych włosów w pracy było dość uciążliwe, a już zwłaszcza kiedy nie mogłam założyć ich za ucho czy podpiąć spinką. Jednak rekompensowały mi to komplementy płci przeciwnej w stylu "twoje włosy wyglądają jakbyś wyszła od stylistki".
W pierwszy dzień po keratynowym prostowaniu włosy zostawiłam same sobie i wyglądały tak:


Pierwszy dzień po zabiegu



Jednak drugiego i trzeciego dnia byłam zmuszona użyć suchego szamponu - nigdy tak bardzo nie marzyłam aby móc w końcu umyć włosy.

Dzień drugi

Dzień trzeci, na chwilę przed pierwszym myciem


Podcinanie bezpośrednio po zabiegu okazało się nietrafionym pomysłem, ponieważ przez kolejne 3 dni codziennie rano traktowałam włosy prostownicą, aby pozbyć się odkształceń powstałych w czasie snu. Dlatego po pierwszym myciu włosy znowu zostały podcięte i w sumie pozbyłam się 3 cm.


Po pierwszym myciu i kolejnym podcięciu końcówek


Miesiąc po zabiegu

Obecnie mija miesiąc po keratynowym prostowaniu. Tak jak pisałam na początku - na zabieg zdecydowałam się ze względu na chęć regeneracji włosów, choć nie ukrywam, że po cichu liczyłam na długotrwałe wyprostowanie, jednak to nie było moim głównym celem. Na pewno bardzo chciałam pozbyć się odkształconych od zakładania za ucho przednich pasm i miałam ogromną nadzieję, że ten zabieg mi w tym pomoże.

Czy efekty się utrzymują?
Efekt odżywionych i wygładzonych włosów - owszem, wyprostowanych - niekoniecznie.
Po miesiącu włosy nadal są gładkie, nie tak jak na początku i po pierwszym tygodniu, ale jednak. Nie puszą się i nie mam z nimi problemu po myciu (nie potrzebują kilku godzin na dojście do siebie). Niestety nie są już idealnie proste; na pewno nie wróciły całkiem do stanu sprzed prostowania, jednak widzę, że końcówki żyją już swoim życiem, a to na czym najbardziej mi zależało, czyli odkształcenia od zakładania za ucho, powróciły na swoje miejsce.


Lekko odkształcone po kucyku


Osobiście jestem zadowolona z efektu jaki udało mi się otrzymać i jeśli kiedyś będę chciała powtórzyć ten zabieg to (o ile nie pojawi się inna alternatywa) na pewno sięgnę po PURC Pure Keratin raz jeszcze. Jednak nie poleciłabym tych kosmetyków kręconowłosym. Moim zdaniem przy takim kształcie włosów lepiej zainwestować więcej i udać się do profesjonalisty.



A jakie są Wasze doświadczenia z keratynowym prostowaniem włosów?
Miałyście do czynienia z kosmetykami PURC 
czy może robiłyście keratynowe prostowanie w salonie fryzjerskim?
Jestem ciekawa Waszych opinii.


Pozdrawiam Was serdecznie
HM








Nadeszła w końcu wiosna, niestety wraz z nią u wielu z nas pojawia się problem wypadających włosów. Nie jestem wyjątkiem - kiedy po prysznicu odpływ zatkany jest moimi włosami, a po przejechaniu po nich dłonią mam ich pełną garść, jest to dla mnie sygnał, że nadszedł czas jesieni lub wiosny. Jak radzę sobie z tym problemem?


Copywrite @bialczynski.pl

Wiem, że powinnam raczej stosować zdrową dietę niż pakować w siebie tabletki, ale co jeśli taką dietę stosuję, a włosy i tak o stałych porach roku wypadają? Właśnie wtedy najczęściej sięgam po sprawdzone suplementy, które pomagają mi w walce z wypadającymi włosami.
Jednak kiedy przeczytałam o, legendarnej już we włosowej blogosferze, wcierce z nasion kozieradki, postanowiłam odłożyć tabletki na bok i wypróbować ten wychwalany specyfik.


Zanim jednak napiszę o sposobie przygotowania wcierki, stosowaniu i oczywiście o efektach na moich włosach, kilka słów o samej roślinie, żebyśmy wiedziały z czym mamy do czynienia.

Kozieradka pospolita, a właściwie koszerada, to pochodząca z Azji Mniejszej, Indii, a także Europy roślina o wielu cennych właściwościach. Kiedyś stosowana była w pielęgnacji ciała - uważano, że ma właściwości odmładzające - stanowiła lek przeciwgorączkowy i obniżający ciśnienie. Używano jej jako paszy dla zwierząt, a także w obrzędach religijnych. W Indiach stanowiła namiastkę kawy.
Obecnie ma szerokie zastosowanie w kuchni (jako aromatyczna przyprawa) lecznictwie, kulturystyce i kosmetyce.
Kozieradka działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, obniża poziom cholesterolu oraz cukru we krwi, dostarcza organizmowi witamin (można stosować przy wiosennym niedoborze witamin), redukuje ilość tkanki tłuszczowej i podwyższa stężenie testosteronu. Może być używana zewnętrznie przy owrzodzeniach żylakowych, czyrakach czy źle gojących się ranach.

Dla nas, włosomaniaczek, nasiona kozieradki stały się antidotum na wypadające włosy, a także kolejnym sposobem na przyspieszenie ich wzrostu. Myślę, że ta wcierka jest idealną alternatywą dla tych z Was, które nie mogą przełknąć drożdży. ;)


Dostępność i cena

Kozieradkę możemy dostać w aptece, sklepach zielarskich, a także przez Internet.
Cena to ok. 2 zł za paczkę.


Copywright @zielarka.com


Jak przygotować wcierkę z nasion kozieradki?

1 i 1/2 łyżeczki zmielonych nasion kozieradki zalewam wrzątkiem - ok. 3/4 szklanki - po czym przykrywam spodkiem i czekam aż się zaparzy. Kiedy wywar ostygnie, a nasiona opadły już na dno, przelewam go do buteleczki z atomizerem. Gotowe!


Aplikacja

Jak napisałam wyżej, wcierkę aplikuję na skórę głowy za pomocą atomizera. Robię przedziałek i z bliskiej odległości rozpylam płyn w trzech miejscach, wmasowuję opuszkami palców, po czym robię kolejny przedziałek i znowu rozpylam wcierkę. Te czynności powtarzam do momentu gdy mam pewność, że pokryłam całą skórę głowy. Następnie wykonuję masaż szczotką Tangle Teezer.
Wcierkę aplikuję na skórę głowy codziennie; robię to wieczorem - jeśli myję włosy rano - ponieważ wcierka ma intensywny zapach rosołu, który zostaje na włosach przez długi czas.


Czy wcierka hamuje wypadanie włosów?

Zdecydowanie tak! Już po dwóch tygodniach zauważyłam, że włosów zostaje mniej zarówno w odpływie, jak i na szczotce oraz w dłoniach. Po trzech tygodniach całkowicie pozbyłam się problemu wzmożonego wypadania włosów.


Zalety kuracji

Regularne stosowanie wcierki hamuje wypadanie włosów, przyspiesza ich porost, usztywnia i unosi włosy u nasady, pojawiają się baby hair. Nie powoduje ona wzmożonej produkcji łoju. Pierwsze efekty możemy zauważyć już po 2 tygodniach, a niektóre dziewczyny mówią nawet o jednym tygodniu. Nasiona są łatwo dostępne i tanie.


Wady

Dla mnie wadą jest zapach - o ile lubię rosół, o tyle nie chcę czuć jego zapachu (dodatkowo tak intensywnego) przez cały dzień, a już na pewno nie na moich włosach. Jednak jeśli wziąć pod uwagę efekty i to, że wcierkę stosuję przed snem, mogę napisać, że wad brak.


Kozieradka a przyrost

Moje włosy rosną średnio 1-1,5 cm na miesiąc.
Nie mam aktualnych zdjęć przed i po kuracji kozieradką, ponieważ tej wiosny postanowiłam przetestować inną wcierkę, o której wkrótce napiszę na blogu.
Poniższe zdjęcia pochodzą z 2013 roku - nie uważam przyrostu pokazanego na nich za duży, jednak zdecydowanie było to powyżej 1,5 cm. Muszę dodać, że nie stosowałam wtedy wcierki regularnie, zdarzały się dni (a nawet kilka pod rząd) kiedy nie miałam siły albo ochoty bawić się przed snem we wcieranie. Nie posiadałam także jeszcze Tangle Teezer, którą obecnie wykonuję dodatkowy masaż po aplikacji wcierki.





Stosowałyście wcierkę z nasion kozieradki?
Jak się u Was sprawdziła?




Pozdrawiam
HM






Jak wszystkie dobrze wiemy, włosy nie lubią się z zimą. O tej porze roku wystawione są na działanie wielu negatywnie wpływających na nie czynników takich jak suche powietrze, wysoka temperatura w domach na zmianę z niską na zewnątrz czy wreszcie ocieranie się o kurtki, szaliki, swetry.


Jak już kilka razy wspominałam ostatniej zimy moje włosy były wystawione na działanie ekstremalnie suchego powietrza i wysokiej temperatury, szukałam wówczas emolientowego produktu, który pomógłby mi w jakimś stopniu zabezpieczyć włosy, a jego działanie byłoby bardziej długotrwałe niż działanie odżywki. Po kilku nieudanych poszukiwaniach odpowiedniej maski w angielskich drogeriach przypomniałam sobie początki mojego włosomaniactwa i maskę, która już po pierwszym użyciu stała się moim hitem. Mowa o masce Biovax do włosów suchych i zniszczonych. 


Czego dowiadujemy się od producenta?

Intensywnie regenerująca maseczka Biovax opracowana została przez specjalistów w celu zagwarantowania Twoim suchym i zniszczonym włosom jak najlepszej kondycji.

Efekty na włosach:
- 
nawilżone, zdrowe włosy
- zadbane, nierozdwojone końcówki
- zmniejszona łamliwość
- jedwabisty połysk

Formuła oparta została o wyselekcjonowane, naturalne, bezpieczne oleje i ekstraky:
- Kompozycja ekstraktów z cynamonu i miodu - silnie nawilża i regeneruje przesuszone włosy, nadając im piękny połysk i zdrowy wygląd
- Zawarte w naturalnym olejku ze słodkich migdałów, glicerydy, kwasu oleinowego i linolowego zmiękczają i wygładzają włosy oraz łagodzą podrażnienia skóry głowy
- 100% ekstrakt z Henny - ułatwia aktywnym składnikom wnikanie do wnętrza włosa i jego cebulki

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol (and) Ceteareth-20, Cetrimonium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Acetylated Lanolin, Glycerin, Lawsonia Inermis Extract, Cinnamomum Zeylanicum Extract, Mel (Honey) Extract, Parfum, C.I. 16255, C.I. 42090, Linalool, Hexyl Cinnamal, Benzyl Alcohol (and) Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Potassium Sorbate.


Opis, cena i dostępność

Maskę dostajemy w słoiczku o pojemności 250 ml. Słoiczek jest - jak dla moich dłoni - wąski przez co ciężko wydostać resztki produktu. Kosmetyk ma dość gęstą konsystencję, zapach jest bardzo przyjemny, choć zdaję sobie sprawę, że nie każdemu przypadnie do gustu.
Cena: od 15 do 22 zł, jeśli trafimy na promocję to kupimy ją nawet za 10 zł. Moim zdaniem cena regularna jest zbyt wysoka w stosunku do wydajności produktu, ale jego działanie na włosach ją rekompensuje. Maskę możemy zakupić w drogeriach Superpharm oraz przez Internet.


 


Moja opinia 

Chyba każda włosomaniaczka przechodziła na początku przez okres pt. "muszę wypróbować każdy kosmetyk". Ja w ten sposób zapomniałam o Biovaxach na dobre 2 (!) lata. 
Jak pisałam wyżej - zimą przypomniałam sobie o istnieniu tej marki. Od razu zamówiłam maskę do włosów suchych i zniszczonych, a kiedy tylko do mnie dotarła oczyściłam włosy mocniejszym szamponem i nałożyłam ją na 30 min. 
Efekt? Włosy niesamowicie gładkie, miękkie i dociążone, tego właśnie oczekiwałam. Jedyną rzeczą, która nie każdemu może odpowiadać jest długo utrzymujący się zapach - na moich włosach utrzymywał się nawet następnego dnia po umyciu włosów, jednak mnie to w ogóle nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie.
Podsumowując, maska może i nie należy do najtańszych, ale myślę, że za taki efekt warto zapłacić. Oczywiście nie u wszystkich może się ona sprawdzić, ja jestem zachwycona, z kolei ktoś inny może być rozczarowany. Biovax do włosów suchych i zniszczonych zajmuje na mojej półce z maskami honorowe miejsce, zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest to moja ulubiona emolientowa maska do włosów. 



Miałyście okazję stosować tę maskę? 
Co o niej myślicie?
Polecacie jakieś inne emolientowe maski?




Pozdrawiam Was serdecznie 






W ostatnim wpisie wspominałam Wam, że testuję zestaw kosmetyków do rekonstrukcji włosów Joico K-Pak.
Dzisiaj napiszę jak wykonać ten zabieg samodzielnie, za pomocą zestawu stworzonego do użytku w domu.



O zabiegu


Keratyna jest podstawowym budulcem włosów, który odpowiada za ich kondycję i wygląd. Jednak codzienne zabiegi, jakim poddajemy włosy (prostowanie, suszenie, czesanie), jak i czynniki zewnętrzne (zbyt wysoka lub niska temperatura, wiatr, słońce), powodują ubytki keratyny.
Rekonstrukcja włosów Joico K-Pak Hair Repair System to czteroetapowy zabieg, wykonywany tylko i wyłącznie w salonach fryzjerskich. Przeznaczony jest dla wszystkich rodzajów włosów. Zabieg ten polega na uzupełnieniu ubytków keratyny we włosach co sprawia, że włosy wyglądają zdrowo.


Czym różnią się produkty zestawu Joico At-Home od tych stosowanych w salonach fryzjerskich?


Producent zadbał o produkty do pielęgnacji domowej, które przedłużą efekt zabiegu przeprowadzonego w salonie. Różnią się one szamponem i odżywką - te stosowane w salonach, poprzez nieumiejętne użytkowanie, mogą narobić więcej szkód niż pożytku, dlatego zostały one zastąpione produktami stworzonymi do codziennej pielęgnacji. Dwa pozostałe produkty to te same, których używa się w salonach.


Co zawiera zestaw?



W skład zestawu wchodzi:
- Joico K-Pak Shampoo
- Joico K-Pak Conditioner
- Joico K-Pak Reconstructor
- Joico K-Pak Intense Hydrator.

Każda buteleczka ma pojemność 100 ml i wbrew pozorom są to wydajne produkty - do tej pory zabieg przeprowadzałam 5 razy i myślę, że ilość produktów jaka mi została wystarczy jeszcze na 2-3 powtórzenia.


Gdzie zamówić zestaw do rekonstrukcji włosów Joico?


Swój zestaw zamówiłam na stronie LookFantastic za niecałe £23 z darmową dostawą (obecnie na produkty Joico jest promocja - zestaw, o którym mowa można dostać za £15,95). W sklepie istnieje możliwość wysyłki do wielu krajów w tym do Polski - przy wyborze takiej opcji nie widziałam dodatkowej opłaty za przesyłkę, ale nie mam pewności, że nie zostanie ona doliczona na ostatnim etapie składania zamówienia.


Przebieg domowej rekonstrukcji.


Zabieg rekonstrukcji Joico K-Pak składa się z 4 etapów: oczyszczenie włosów, wygładzenie i ochrona, rekonstrukcja włosów oraz ich intensywne nawilżenie i zabezpieczenie.

Produkty należy nakładać na włosy w odpowiedniej kolejności.


ETAP 1 - oczyszczenie

Krok pierwszy polega na dokładnym oczyszczeniu włosów i skóry głowy za pomocą szamponu. Na tym etapie łuski włosów ulegają odchyleniu i usuwane są resztki kosmetyków i minerałów. W ten sposób przygotowuje się włosy na przyjęcie kompleksu 19 aminokwasów.

Sposób użycia: Wmasować w mokre włosy i pozostawić na 1-2 min, następnie dokładnie spłukać.


ETAP 2 - wygładzenie i przygotowanie włosów do kolejnych kroków

Ten etap polega na nałożeniu odżywki, która nawilży włosy i nada im połysk, a także ochroni łuski. Odżywka przygotowuje włosy do trzeciego, głównego etapu zabiegu.

Sposób użycia: Wmasować w świeżo umyte włosy i pozostawić na 2-3 minuty. Spłukać.


ETAP 3 - rekonstrukcja

Nałożenie rekonstruktora na włosy to główny punkt zabiegu. To właśnie ten produkt dostarcza włosom 19 aminokwasów (QUADRAMINE COMPLEX) o czterech różnych masach cząsteczkowych:

MWS 150-300
MWS 300-800
MWS 800-1800
MWS 1800-2500

Aminokwasy dobrane są w taki sposób, aby były jak najbardziej kompatybilne z keratyną zawartą we włosach.
Te o mniejszych masach cząsteczkowych wnikają aż do rdzenia włosa, natomiast te o większych cząsteczkach działają na jego zewnętrznych warstwach.

Copywrite @ Joico Translated by HairMajesty










































Sposób użycia: Nałożyć na oczyszczone, wilgotne włosy. Pozostawić na 5 minut, następnie dokładnie spłukać.


ETAP 4 - intensywne nawilżenie

Ostatni etap zabiegu polega na intensywnym nawilżeniu włosów. Tego etapu nie można pominąć, ponieważ zabieg rekonstrukcji dostarcza włosom dużej dawki protein, a wiemy jakie skutki może mieć ich nadmiar. W celu uniknięcia ewentualnego przeproteinowania, włosom należy dostarczyć odpowiedniego nawilżenia i zabezpieczenia w postaci emolientów.

Sposób użycia: Nałożyć obficie na włosy i pozostawić na 5 minut. Spłukać.



Efekty na moich włosach.



Moje włosy przed zabiegiem, umyte szamponem oczyszczającym Barwa. Przed i po rozczesaniu.

Kiedy po raz pierwszy wykonywałam zabieg postępowałam ściśle według zaleceń producenta. Moje rozczarowanie brakiem efektów było ogromne. Nie dawało mi to spokoju i w końcu doszłam do wniosku, że przecież średnio- i niskoporowate włosy potrzebują więcej czasu aby wchłonęły składniki odżywcze, niż włosy wysokoporowate. Produkty przeznaczone są głownie do odbudowy zniszczonych włosów, stąd wskazówki odnośnie czasu trzymania produktów na włosach.

Za drugim razem rekonstruktor i hydrator nałożyłam na 20 min. Efekt mnie zachwycił.
Moje włosy nigdy nie były tak gładkie, miękkie i sypkie. Nie plątały się i nie strączkowały. Nawet mój partner był zachwycony ich wyglądem.

Myję włosy codziennie, dlatego nie liczyłam na to, że efekt wizualny utrzyma się długo (tak czy inaczej to nie był powód zakupu tych kosmetyków). Szukałam czegokolwiek, co pomoże w rozwiązaniu problemu plączących się, suchych końcówek, które uzyskałam poprzez używanie w pracy termowentylatora. Doszło do tego, że włosy musiałam podcinać co miesiąc, a przecież w ten sposób nie udałoby mi się ich zapuścić do wymarzonej długości. Nie chciałam jednak przedkładać przyrostu nad zdrowie włosów. W akcie desperacji sięgnęłam po ten zestaw i śmiało mogę stwierdzić, że to właśnie on rozwiązał mój problem. Końcówki przestały się plątać, są nawilżone i od lutego nie miałam potrzeby ich podcinać.

Tak prezentują się moje włosy na chwilę obecną, po zabiegu rekonstrukcji włosów Joico K-Pak Hair Repair System:




Jestem ciekawa, czy któraś z Was zdecydowała się na ten zabieg w salonie.
Mnie wystarczy wersja domowa, ale dziewczynom, które mają mocno zniszczone włosy poleciłabym wypróbować "pełną wersję" rekonstrukcji Joico.






Hej dziewczyny!



Nadszedł czas na ostatnią część mojej włosowej historii, tym razem będzie to bardziej "fotohistoria", jako że w poprzednich postach opisałam przejścia moich włosów.
Zdjęcia będą pokazywały raczej tempo wzrostu włosów niż ich zmieniający się stan, ponieważ ścinając włosy pozbyłam się wszystkich uszkodzeń, były one zdrowe, a ja nie fundowałam im już żadnej terapii szokowej.
Na koniec tego wpisu napiszę jak wygląda moja aktualna pielęgnacja.
Zapraszam do czytania!


Jak już wiecie z poprzedniej części w maju 2013 roku ścięłam włosy na krótko i postanowiłam zapuszczać od początku. Czy była to dobra decyzja?


Maj 2013

Od momentu ścięcia włosów przestałam robić comiesięczne zdjęcia. Nie chciałam NIE widzieć przyrostu po miesiącu od cięcia, nie chciałam się bardziej dobijać. Zrobiłam jedno zdjęcie w maju i pozostawiłam ich wzrost samemu sobie.
Jednak na zdjęciach z wakacji widać jak urosły już po 2 miesiącach (lipiec):

 

 

Sierpień 2013


Na pierwszym zdjęciu z lipca włosy po prawej stronie mam do połowy ucha, w sierpniu już prawie je zasłoniły.

Pierwsze zdjęcie w celu porównania długości zrobiłam dopiero w październiku:

 

Comiesięczne badanie długości wznowiłam w lutym 2014.

Luty 2014



A dopiero w marcu porównując zdjęcia zobaczyłam (nie na przykładzie ucha) jak szybko po podcięciu moje włosy rosną w ciągu miesiąca:

Marzec 2014

W kwietniu po raz pierwszy od ścięcia postanowiłam podciąć końcówki, pozbyłam się wtedy 2 cm.

W maju zaczęłam suplementację Skrzypovitą i kupiłam mój pierwszy Jantar.

Maj 2014 - rok po cięciu

Nie będę wrzucać zdjęć z każdego miesiąca, bo bym Was zanudziła każdym pokazanym centymetrem włosów.
Kolejne zdjęcie to wrzesień i włosy wreszcie sięgały za ramiona, tu już po podcięciu kolejnych 2 cm:

Wrzesień 2014

W styczniu włosy były już o wiele dłuższe niż we wrześniu, wtedy też postanowiłam udać się do fryzjera, aby zapobiec ewentualnemu pojawieniu się rozdwojonych końcówek. Oczywiście stało się to czego się obawiałam, czyli nie wyszłam krótsza o 1,5 cm włosów, a o 3 cm. Jednak rekompensował mi to stan włosów po podcięciu:

Styczeń 2015

Po wizycie w salonie fryzjerskim moje włosy znowu dostały kopa, i w maju były dłuższe niż dwa lata wcześniej, gdy w tym samym salonie radykalnie zmieniałam fryzurę.

Maj 2015

W lipcu po obronie magisterki wyjechałam do Wielkiej Brytanii, gdzie spodziewałam się nagłego pogorszenia stanu włosów przez zmianę wody. Zrobiłam nawet spory zapas kosmetyków, których używałam, aby zaoszczędzić włosom kolejnej zmiany. Jednak żaden włosowy kryzys nie nastąpił, mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że włosy tutaj odżyły.

Lipiec 2015

Tutaj również pierwszy raz mój partner podciął mi włosy maszynką; myślę, że dopóki będę podcinać włosy na prosto zostanę właśnie przy tym sposobie.

Listopad 2015
Mniej więcej na przełomie listopada i grudnia złapał mnie bad hair month, a nawet months. Moje włosy nie lubią się z okresem grzewczym. W pracy było tak zimno, że od listopada do lutego pod biurkiem stał termowentylator, ja jako totalny zmarzluch nie przeżyłabym bez niego zimy.
Niestety odbiło się to na kondycji włosów, stały się suche, szorstkie, i niemiłosiernie się plątały. Końcówki były w opłakanym stanie, znowu zaczęły się rozdwajać, dlatego co miesiąc je podcinałam. Dodatkowo myjąc włosy rano, musiałam wrócić do ich suszenia suszarko-lokówką przekształconą w suszarkę, która oczywiście nie posiada chłodnego nawiewu (planuję zakup naprawdę dobrej suszarki). Niestety zdjęcia nie pokazują faktycznego stanu włosów w tym okresie.

Styczeń 2016
W marcu postanowiłam odpuścić włosom i odstawiłam termowentylator. Doświadczenie z tym urządzeniem doskonale pokazuje jak destrukcyjnie wpływa na nasze włosy codzienne używanie suszarki czy prostownicy.

Zatem raz jeszcze: czy było warto ścinać włosy?
Gdybyście mnie zapytały o to w 2013 czy 2014 roku, powiedziałabym, że nie, tęskniłam za długimi włosami do talii.
Teraz, z perspektywy czasu, widzę, że dzięki temu cięciu przez prawie 3 lata nie miałam problemu z rozdwajającymi się końcówkami, włosy nie sprawiały mi większych problemów, jeśli pojawiały się gorsze dni, to wyłącznie wynikające z niewłaściwej pielęgnacji. Mimo że długo czekałam, aż włosy wrócą do poprzedniej długości (choć i tak nie jest ona moją wymarzoną) to tak - dla zdrowych włosów - było warto.

Czy zrobiłabym to drugi raz?
Zdecydowanie nie. Jeśli byłaby konieczność, pozbyłabym się 10 czy 15 cm dla poprawy kondycji włosów, ale nie ścięłabym ich do takiej długości jak w maju 2013 (choć niewykluczone, że w bardzo, bardzo odległej przyszłości wrócę do takiej fryzury).

Jak obecnie wygląda moja pielęgnacja?
Myję włosy codziennie (teraz już wieczorem), delikatnymi szamponami Alterra lub płynem do higieny intymnej Facelle.
Raz na dwa tygodnie oczyszczam włosy szamponem Barwa (różne rodzaje).
Po każdym myciu nakładam odżywkę, w zależności od dnia jest to: Nivea Long Repair, Garnier z olejkiem z awokado i masłem karite.
Dwa razy w tygodniu olejuję włosy olejem kokosowym (czasem mieszam go z arganowym lub lnianym) - ten olej najlepiej sprawdza się na moich włosach. W kolejce do wypróbowania czeka olejek Khadi stymulujący porost włosów.
Olej zmywam łagodnymi szamponami, a następnie nakładam na włosy maskę.
Maski jakie stosuję to: Biovax do włosów suchych i zniszczonych, Kallos Latte, Kallos Algae, Alterra Granat i Aloes. W kolejce do testów czeka maska Bania Agafii - 20 minutowy kompres.
Obecnie wcieram we włosy Jantar i czekam na przesyłkę z Andreą.
Suszę włosy bardzo sporadycznie, nie prostuję ich (nie posiadam prostownicy, ale planuję keratynowe prostowanie w domu więc będę zmuszona kupić i prostownicę).
To tyle jeśli chodzi o moją włosową historię.


Niedługo zakończę testowanie produktów Joico do rekonstrukcji włosów w domu i wtedy pojawi się najbardziej aktualne zdjęcie moich włosów.



Pozdrawiam Was serdecznie,
Hair Majesty